 |
|
 |
 |
   |
 |
|
|
 |
Chris Gilland (USA)  |
Ostatniego czwartku moja najlepsza przyjaciolka powiedziala mi o lokalnej
rozglosni w Charlotte NC, 107.9 The link, ktorzy sponsorowali koncert na Double
Door w Cornilious NC, ktory jest 2 godziny stad. Powiedzialem, ze zadzwonie i
zapytam o szczegoly oraz jak zdobyc bilety. Kiedy mi odpowiedzieli zapytalem,
jak moge je zdobyc. DJ, Chris Alans powiedzial mi, ze musze ich sluchac
nazajutrz rano i sprobowac byc siedemnasta osoba, ktora do nich zadzwoni.
Sprobowalem wiec i bylem blisko. Bylem szesnastym dzwoniacym. Moja szansa
przepadla. Chris widzac moja zlosc zapytal: "Hej, czlowieku jak masz na imie?" "Chris"
odpowiedzialem. "Hmm ile masz lat?" "18" "Dobra, bo musisz miec 18 zeby wejsc".
Powiedzial, zebym zadzwonil jutro. Wtedy wymysli dla mnie kilka biletow.
Zapytalem ile mnie to wyniesie, on odparl, ze nic, ze zrobi mi przysluge.
Podziekowalem mu i nastepnego wieczoru zadzwonilem do niego mowiac, ze nie
wygralem. Powiedzial OK, przesuneli koncert w Charlote z powodu warunkow
atmosferycznych. Przyznam, ze bylo tam tylko ok 100 osob. Powiedzial, ze ma
jakis pomysl, ale musimy tam byc dokladnie o 7,30, nie pozniej. Bylismy punkt 7.
Ale gdzie byl Chris? Nigdzie go nie bylo. Bylem zdolowany i wkurzony. Czy to
jakis zart? Moj tata mowil mi, zebym sie uspokoil, ze jestem nierozsadny.
Wyszlismy na zewnatrz slyszac, ze bedzie tam za 15 minut. Radio gralo WICF.
Slyszalem jak kilka osob mowili "gdzie jesr Marie i Per" "Przestan czlowieku
zaraz ich zawolam jeszcze raz" To zakonczylo nagranie kierowane przez Edel
Records. Potem powiedzial "O tutaj sa". Wjechali na parking, stali tam,
rozmawiali, calkiem tak jakby ich tam wcale nie bylo. Moj tata zapytal. "czy tam
nie sa Roxette?" "Tak to oni" ktos odpowiedzial. Trzymalem lokiec ojca, zebysmy
sie nie zgubili. Marzenie stalo sie rzeczywistoscia. Ojciec szedl szybciej i
szybciej. Byl daleki od biegu, ale szedla naprawde szybko. W koncu zobaczylem
rozmazany obraz dwojga ludzi stojacych obok nas. "przepraszam" powiedzial tata "Czy
moglibyscie spelnic jedyne marzenie mojego syna i pogadac z nim" Nastepna rzecz
wiedzialem. "Hi" zgadnijcie kto powiedzial "hi" - piekna Gun Marie Fredriksson "Czy
ty jestes Marie" "Tak to ja" Prawie zemdlalem. "O Boze, marzenie sie spelnilo,
jestem Chris, mam wszystkie wasze plyty od POP az po HAND. Nawet jestem na
liscie dyskusyjnej w internecie". "Dzieki" odpowiedziala Marie. "Zawsze chcialem
was spotkac" "Oh jak milo" powiedziala znow. Watpie, czy ojciec to slyszal, bo
Marie prawie szeptala. Nagle ktos polozyl reke na moim ramieniu. Caly sie
trzeslem z nerwow. "Chris to ja, Per" "czesc Per jak sie masz" "Dobrze, ale
jestem zmeczony". Wszyscy sie rozesmialismy. "Wspaniale was tu widziec,
podpisszecie mi moja plyte Don't Bore Us" "Jasne" odpowiedziala Marie. Podala ja
Per'owi, zeby podpisal pierwszy. Odeszla by porozmawiac, jak sadze z rodzina.
Per zas stwierdzil "Zaczekj, dam ja Marie, zeby podpisala" Poszedl i jej dal.
Potem oboje wrocili i wreczyli plyte mnie. Juz chcialem pozegnac sie i odejsc,
ale cos we mnie kazalo mi tu zostac. Rozmawialismy tak przez 1-2 minuty. Nie
pamietam tego co sie wtedy dzialo. Bylem jak w amoku. W koncu zyczylem im
powodzenia i pozegnalem sie. Powiedzialem, ze pewnie sie juz nigdy nie zobzczemy,
poprosilem, zeby o mnie pamietali, bo ja o nich na pewno bede, przysiegam.
Powiedzialem im, ze naprawde przynosza usmiech na mojej twarzy, zrobilismy tez
sobie zdjecia. Powiedzialem, ze ile razy na nie spojrze, bede myslal o nich.
Wiem, ze zawsze bede o tym pamietal. Nie moge opisac tamtych uczuc, ale
powiedzmy sobie dwie rzeczy: Bardzo osobiste, wiec prosze nie publikujcie tego.
1. Gdyby ich nie bylo ne sadze, zebym kochal muzyke tak jak kocham dzis.
2. Wspanialy glos Marie w Never Is A Long Time wyleczyl mnie z mysli o probie
samobojstwa.
Nie powiem juz nic wiecej na ten temat. Z tych powodow sa oni dla mnie wiecej
niz tylko zespolem. Sa blogoslawieni. Doslownie uratowali mi zycie.
Podczas koncertu wykonali akustycznie:
WICF
LTYH
IMHBL
and The Look
Po wystepie Chris byl na scenie i mowil o spotkaniu na zewnatrz z nimi, ze beda
rozdawac autografy. Per od samego poczatku byl bardzo niesmialy. Chyba nie mowil
zbyt wiele.
Znowu bylem w przednim rzedzie. Siedzieli przy stole pod sciana. Podszedlem
jeszcze raz, ale tym razem Marie byla ogromnie przejeta, ze wrocilem by ich
zobaczyc. Juz sie zegnalem, gsdy Marie powiedziala
"Hej Chris chodz i stan tu przy mnie" Skinel glowa i przeprowadzila mnie dookola
stolu. Tata moweil, ze zlapal nas w 3 roznych pozycjach. Marie byla taka mila.
Czulem sie jej bliski. Byla tak blisko, ze moglem sie jej bardzo uwaznie
przyjrzec. Objela mnie. Jej reka przechodzila z mojego lewego barku na prawy bok.
Ojciec strzelil zdjecie. Potem podpisali mi plakat z ostatniego albumu. Ja
zadalem im dwa pytania:
"Zastanawiam sie czy kiedys wykonaliscie, a moze zamierzacie wykonac na zywo
From One Heart To Another?" "Hmm! Nie" Odpowiedziala Marie. "Hej, Per slyszales
co Chris powiedzia?" "Nie, nie slyszalem, co powiedzial?" "Powinnismy zaspiewac
na zywo FOHTA na jakims koncercie." "Oo Chris, to by bylo bardzo ladne.
Pomyslimy." "Dzieki Per" odpowiedzialem.
"Po drugie Marie slyszalem, ze twoja corka ma na imie Inez, ale slyszalem tez,
ze Jossiffin, wiec jak to w koncu jest, bo sie zgubilem" "O moj Boze, skad on to
wie" odpowiedziala "Ma na imie Inez Jossiffin" "Bardzo ladnie" "Dzieki Chris"
Wygladala na zadowolona, ze ktos sie nimi interesuje. W koncu powiedzialem
dowidzenia, ale kto wie moze nie na zawsze. Ciagle mam cien nadziei. ON dal mi
swoj osobisty email, ktorego nie moge nikomu dac. Powiedzial tez, ze jesli bede
czegos potrzebowac mam napisac lub zadzwonic. |
 |
|
 |
 |
 |
|
 |
 |
 |
 |
|
|
 |
|
 |